wtorek, 11 września 2012

Jak dawniej... coś działa nie wtedy, gdy trzeba

Temperatura powietrza w cieniu +27 stopni Celsjusza.
Wsiadam do autobusu z oknami zaparowanymi jak w fińskiej saunie i z równie mocno gęstą atmosferą w środku.
Wyjaśnienie odnajduję siadając na siedzeniu przy ścianie... ogrzewanie włączone na maksa...
Poczułam się młodo i radośnie przypominając sobie te minione "uroki" komunikacji zbiorowej, z której korzystam w moim mieście od urodzenia, więc naprawdę wiele widziałam i przeżyłam.
Jako ta pasażerska tramwajowa weteranka...


niedziela, 16 października 2011

Koniec starego dworca

W oczekiwaniu na przyjazd ostatniego pociągu z Warszawy...




Tak się akurat złożyło, że właśnie tego ostatniego dnia funkcjonowania starego dworca Łódź - Fabryczna przyjeżdżali nasi młodzi z dzieckiem. Co nawet zięć podsumował: "będziesz mógł wspominać na starość, że tu byłeś". Mały akurat nic z tego nie zrozumiał, ale fakt historyczny zaistniał 14 października 2011 roku.

Byłam na tym dworcu w ciągu swojego życia setki razy - to stąd najczęściej wyjeżdżaliśmy i wracaliśmy.
W ciągu ostatnich miesięcy jeździłam pociągami regularnie co tydzień i tak bezmyślnie nie wpadłam na to, żeby obfotografować co się da - wiedząc o zbliżającej się wielkiej przebudowie.
To samo dotyczy budynków stojących w okolicy.
Ale to "zawsze ma się czas", "zawsze się zdąży" - no i oczywiście nie było czasu na specjalne wyprawy zdjęciowe.

Zrobiłam poniewczasie tylko kilka przypadkowych wieczornych fotek w ciemnościach











I wreszcie historyczny przyjazd ostatniego pociągu...




Pasażerowie wysiedli... pociąg opustoszał... 






środa, 3 lutego 2010

Szkolne wspomnienia

Przez osiem lat widziałam przez szkolne okna ten dom...


to miejsce oraz widok na szkołę "zagrał" w filmie "Edi" (2002).

W moich szkolnych czasach w tym budynku mieściła się Szkoła Podstawowa Nr 100 im. Romualda Traugutta. Teraz jest to XIII Liceum Ogólnokształcące.





sobota, 3 października 2009

Wsiąść do pociągu...

Wracałam dzisiaj do domu przedpołudniowym pociągiem z Warszawy.
Nigdy nie jechałam o tej porze w sobotę w tym kierunku i wydawało mi się, że w pociągu będzie pełen luz.
Tłok jest rano, ale do Warszawy.
Jechałam tramwajo - pociągiem, który właśnie przyjechał z Łodzi.
Po kilkunastominutowym postoju pociąg wraca do Łodzi, potem znowu do Warszawy i tak kilka razy dziennie.

Tymczasem jeszcze ludzie nie wysiedli, a już pociąg zapchał się chętnymi do podróży.
Na szczęście byłam w grupie przodowników, więc siedziałam przy oknie i nikt mi się nie kiwał nad głową przez całą drogę (obsypując okruchami jedzonej bułki).
Taki konsumujący osobnik właśnie stał obok w przejściu.

Nie czytałam i nie rozwiązywałam krzyżówek, bo przeszkadzał mi gwar rozmów.
Z konieczności dowiedziałam się różnych (zupełnie mi nieprzydatnych) wiadomości o różnych, nie znanych mi ludziach i układach.

Jak to w powieściach czasami bywa próbowałam zgadywać cel podróży niektórych.
Tata jadący sam z synkiem - ok. 7-8 lat.
Mama pomachała, ale została na peronie., może więc jechali na wystawę komiksów.

Trochę ludzi to pewnie kibice, jadący na mecz naszych siatkarek - szkoda, że mecz o finał przegrany.

Wszystkich jednak przebijała młoda para (ale na stopie koleżeńskiej) - wyglądających na trzydziestolatków, bo dość głośno rozmawiali całą drogę.

On - dużo czasu poświęcił na objaśnianie Jej (i nam przy okazji) jakich błędów nie należy popełniać przy stole, jak jeść prawidłowo i wykwitnie, jaką On dostał surową szkołę w tym zakresie i w ogóle, że społeczeństwo schamiało.
Ona też się wykazała wiedzą, wtrącając kilka informacji, m.in. o roli pani ambasadorowej na przyjęciu.
Potem trochę obgadali znajomych, ale niegroźnie.
Następnie On stwierdził, przy okazji tego sympatycznego obgadywania, że sam jest trochę próżny.
Kolejny temat ich rozmowy to wymiana poglądów o charakterze artystycznym, trochę szpanu o deserach w barze sushi przy okazji bywania w Metropolitan Opera oraz twórcze wizje o projekcie na przykład podróż we wnętrzu fortepianu.
Jednak on stwierdził, że to całkowicie nierealne - chyba, żeby zatrudnić jakiegoś zajeb.....go producenta fortepianów (tu rzucił fachową nazwą).
To popularne w niektórych środowiskach słówko bardzo nie pasowało do wizerunku obytego w świecie erudyty, jakim czarował swoją towarzyszkę podróży - wręcz niemiło zazgrzytało (jak na szkle).

Jechali do Łodzi prawdopodobnie na jakąś artystyczną imprezę typu wystawa, pokaz, koncert, prezentacja, a najpewniej instalacja (nie mylić z elektryczną).

Szkoda, że ten brylujący intelektualista nie pomyślał, że może i nauczono go jeść "kulturalnie", ale jego zachowanie w pociągu już w tej kategorii się nie mieści.
Powinien przecież wiedzieć, że głośna rozmowa przez 1,5 godziny w zatłoczonym pociągu jest przymusowo wysłuchana przez innych pasażerów.
Może z wyjątkiem tych, którzy mieli w uszach słuchawki, a z odtwarzaczy dudniła im muzyka.

Na końcu podróży On mnie całkowicie zaskoczył.
Pociąg już wjeżdżał na nasz stary, odrapany, mały dworzec Łódź - Fabryczna (wkrótce do całkowitej przebudowy) - wszyscy zerwali się z miejsc i szybko ubierali, jakby to miało przyspieszyć ich wyjście z wagonu.

A On do Niej: "Jak ja lubię Łódź!!!"

Przyznaję - takiego stwierdzenia się nie spodziewałam.